Peru: na szlaku gringo

peru

Nasza przygoda z Peru była, delikatnie mówiąc, dość skomplikowana i wymaga krótkiego wyjaśnienia.

 

Spędziliśmy w tym kraju 4 miesiące, pokonując ponad 10 tysięcy kilometrów. Najpierw zobaczyliśmy południe, a dopiero później północ i koniec końców przemierzyliśmy Peru wzdłuż 3-krotnie.

A wszystko przez naszych (moich) staruszków, którzy zarezerwowali swoje coroczne wakacje z Paczki Tours dwa miesiące wcześniej. Wjechaliśmy wtedy do Ekwadoru i wydawało nam się, że to aż nadto czasu, by zwiedzić kraj mniejszy od Polski. Nie wzięliśmy tylko pod uwagę, jak bardzo nam się tam spodoba i w rezultacie tydzień przed ich przylotem byliśmy dopiero w Cuenca – 1500 km od Limy.

W kilka dni dojechaliśmy Panamericaną do stolicy, w najgorszym, najbardziej nieprzewidywanym ruchu ulicznym, jakiego do tej pory doświadczyliśmy. Z ulgą zostawiliśmy motocykl w Limie, a z rodzicami wyruszyliśmy na klasyczny gringo trail: Lima – Paracas i Islas Ballestas – Ica i Oaza Huacachina – Arequipa i Kanion Colca – Puno i Jezioro Titikaka – Cuzco i Machu Picchu – Lima.

peru-2

Przez 3 tygodnie lataliśmy z wywieszonymi jęzorami, od miasta do miasta, od atrakcji do atrakcji, wstając o świcie i przemieszczając się nocnymi autobusami. Zobaczyliśmy wszystko, choć tak naprawdę nic, a do Limy wróciliśmy zmęczeni i wyzuci z energii.  Natomiast rodzice uznali wyjazd do Peru za swoją podróż życia i to było dla nas wystarczającą nagrodą. Sami, zrobiliśmy się przez ostatni rok dość wygodni – niezależni, bez harmonogramu, bez pośpiechu, i po takim maratonie musieliśmy porządnie wypocząć.

Zrobiliśmy sobie wakacje od wakacji w nadmorskim Huanchaco, gdzie planowaliśmy zostać kilka dni, a z wielkim trudem wyjechaliśmy po 2 tygodniach. Dawno nie poznaliśmy tak fajnej, zgranej grupy ludzi, więc postanowiliśmy przedłużyć wspólny czas do maksimum. Rozstanie nie przyszło łatwo, ale energia do poznawania świata powróciła. Skierowaliśmy się na północ, ku miejscom które tak łatwo ominęliśmy, spiesząc się na południe: ku najpiękniejszej drodze świata z Cajamarca do Chachapoyas, ku ruinom Kuelap nazywanym Machu Picchu północy, ku Iquitos będącemu największym miastem na świecie, do którego nie można dostać się drogą lądową i wreszcie ponownie ku granicy z Ekwadorem.

2 miesiące minęły nie wiadomo kiedy i musieliśmy przedłużyć wizę na motocykl. Gdybyśmy o tym zapomnieli, w tym momencie nasz motocykl byłby już własnością Peru, a my pewnie bylibyśmy w drodze do kraju. Na szczęście mamy głowy na karku (w przeciwieństwie do poznanego przez nas Amerykanina – biedny Bryan) i spokojnie mogliśmy zacząć podróż na południe, ku granicy z Boliwią, która zajęła nam kolejne 2 miesiące. Tym razem przez cały czas trzymaliśmy się gór, z których nie zjechaliśmy do dzisiaj.

peru-1

To były 4 miesiące pełne wrażeń, w jednym z najbardziej zachwycających krajów, jakie dotychczas odwiedziliśmy. Mimo to mamy niemały problem z oceną Peru. Nie zatraciliśmy się w nim, tak jak w Ekwadorze. Nie mówimy o nim ze ślepym zafascynowaniem, ani nie myślimy z sentymentem. Ani Peruwiańczycy, ani lokalna kuchnia nie skradły naszych serc. Z drugiej strony ciężko byłoby nam wymienić drugi kraj, tak napakowany atrakcjami najwyższych lotów, zarówno naturalnymi, jak i stworzonymi przez człowieka, w którym jest tyle do zobaczenia i który jest tak różnorodny.

Ale podróżuje się z różnych powodów. W jedne miejsca jeździ się dla jedzenia, w inne dla ich mieszkańców, a do Peru przyjeżdża się dla miejsc: dla pustyni, dżungli, gór, zwierząt, ruin, widoków.

Niełatwo będzie pokazać Wam wszystko, co w Peru widzieliśmy i czego doświadczyliśmy. Przygotowaliśmy 8 odcinków vloga i kilka zdjęciowych wpisów, które będziemy prezentować, nie w kolejności chronologicznej (to byłoby dość zagmatwane), ale geograficznej: z północy na południe.

Wyruszcie razem z nami w fascynującą podróż po Peru!

 

peru-3

38 Responses to “Peru: na szlaku gringo”

  1. Marta Ziarko pisze:

    Zazdroszczę, że mogliście tam zostać tak długo :)

  2. Mess by us pisze:

    My wlasnie zarezerowalismy bielty do Peru wiec z checia przeczytam o waszych wrazeniach :)

    • paczkiwpodrozy pisze:

      Fantastycznie! Gdzie i kiedy jedziecie? Mam nadzieję, że zdążymy opisać kilka miejsc przed Waszym wyjazdem!

  3. Świetnie! Czekamy na wpisy :)

  4. Daria Pilazy pisze:

    Nie mogłam się doczekać wpisów z Peru :)

  5. A ja chciałam jechać do Ameryki Pd na pół roku…. Chyba muszę zmienić plan i albo jechać na dłużej i zwiedzić te kraje dokładniej albo zobaczyć tylko część kontynentu :)

  6. Ela Wojtala pisze:

    Podróż do Ameryki Południowej zawsze wszystkim się przeciąga… pojade i sprawdzę też dlaczego :)

  7. Widoki w górach NIEZIEMSKIE!!!! Zazdroszczę i na pewno kiedyś tam pojadę! :)

  8. 4 miesiące – rewelacja – to się nazywa prawdziwy wyjazd :)

  9. Celina Lisek pisze:

    Mój cel na 2016:)

  10. Ola pisze:

    Ja też spędziłam 4 miesiące w Peru, tylko że mieszkając i studiując w Limie, a podróżując po kraju w wolnym czasie i zgadzam się z Waszą opinią, że to jeden z najciekawszych, najpiękniejszych, najbardziej różnorodnych i wypełnionych cudami natury i zabytkami krajów… Co do samych Peruwiańczyków to poznałam kilka wspaniałych osób, ale ogólnie są narodem dość zamkniętym i smutnym jak na Latynosów 😉 może to przez trudne warunki życia? Ale też troszkę momentami przypominają Polaków z usposobienia:) Nie zgadzam się tylko do końca z opinią o jedzeniu… bo peruwiańska kuchnia została uznana niedawno oficjalnie za jedną z najlepszych i najbardziej różnorodnych na świecie! Osobiście może nie zakochałam się w niej aż tak bardzo, ale jednak mam kilka dań i smaków za którymi tęsknię nawet po 3 latach od powrotu z Peru :) Czekam na wpisy, bo chętnie wrócę do tego kraju z pomocą Waszych przepięknych zdjęć i filmów :)

    • paczkiwpodrozy pisze:

      Napisaliśmy że lokalna kuchnia nie skradła naszych serc, ale doskonale zdajemy sobie sprawę, że jest uznawana za jedną z najlepszych na świecie. Może nawet i zgodzimy się ze stwierdzeniem, że to najlepsza kuchnia w Ameryce Południowej, ale to nie znaczy że się w niej zakochaliśmy. Uwielbiamy ceviche, przepadamy za caldo de gallina, ale na przykład kuchnię meksykańską kochamy i dla samego jedzenia moglibyśmy wrócić do Meksyku. W przypadku Peru tak nie mamy.

  11. Martyna SKura pisze:

    mój narzeczony tam teraz jest, jego zdjęcia są niesamowite i na pewno tam jeszcze pojadę :)

  12. Piękny …..tylko biedny ,ale na pewno wart zobaczenia …..

  13. aaaaaa! To ja sie juz nie moge doczekac! Peru i Boliwia to moje marzenie!

  14. Rudawpodrozy pisze:

    Powiem szczerze, że nie do końca zgadzam się z Waszą opinią. Zgadzam się, jeśli chodzi o różnorodność Peru, o niesamowite atrakcje i o szalony ruch uliczny. Nie zgadzam się natomiast jeśli chodzi o jedzenie i ludzi.

    Co prawda o gustach się nie dyskutuje, ale tak jak napisała @Ola, peruwiańska kuchnia jest uznana za jedną z najlepszych na świecie. Ach, jak ja bym sobi zjadła lomo saltado, aji de gallina, causę, a nawet cuy czy alpakę! To wszystko popiłabym świeżym sokiem z marakui albo pisco sour. Za cheviche akurat nie za bardzo przepadam, ale niektórzy sądzą, że to największy przysmak kuchni peruwiańskiej. Myślę jednak, że wegetarianom może się nie do końca spodobać w Peru, bo większość dań składa się z mięsa.

    Osobiście nie zgadzam się też jeśli chodzi o mieszkańców. Podczas pobytu w Peru spotkałam wielu serdecznych, pogodnych, bezinteresownych a także skromnych ludzi. Muszę powiedzieć, że nie poradziłabym sobie, gdyby nie ludzie wokół mnie. To dzięki przyjaciołom, którzy opiekowali się mną, gdy byłam chora, pokazywali mi Peru, zapraszali na kolację wigilijną, odprowadzali do domu po imprezie, pomagali uczyć się hiszpańskiego, wywiozłam z Peru tak ciepłe wspomnienia.

    Każdy może mieć oczywiście inne zdanie nt. Peru, ale odniosłam wrażenie, że w pewnego rodzaju pogardą? ironią? piszecie o braku ślepego zafascynowania krajem czy „gringo trail”. Nie do końca rozumiem dlaczego te turystyczne miejsca miały by być gorsze/mniej wartościowe niż te z dala od utartego szlaku. Jak sami mówicie do Peru przyjeżdża się dla miejsc, toteż naturalne wydaje mi się, że w czasie pierwszej wizyty przeciętny turysta uda się raczej na południe, w kierunku Machu Picchu, a nie na północ do Chachapoyas i nie ma w tym nic dziwnego czy złego. Faktycznie przebyć całe „gringo trail” w trzy tygodnie, to dość ambitne przedsięwzięcie, ale do miejsc takich jak Islas Ballestas chyba już nie każdy gringo dotarł. 😉

    • paczkiwpodrozy pisze:

      Hej Ruda! Dziękujemy za Twój obszerny komentarz, z którym z chęcią popolemizujemy :)
      Wydaje nam się, że trochę za mocno przyjęłaś nasze zdanie odnośnie Peruwiańczyków i ich kuchni. Napisaliśmy, że nie skradły naszych serc, ale to nie znaczy, że ich nie polubiliśmy! Jest kilka dań które uwielbiamy (ceviche, caldo de gallina, trucha) i kuchnię Peru uważamy za fascynującą (nawet nakręciliśmy o tym odcinek vloga), ale wolimy inne smaki i do innych kuchni mamy większy sentyment. A jeśli chodzi o ludzi, to również poznaliśmy wiele wspaniałych osób, które pomogły nam bezinteresownie i bez których nie wiemy, gdzie byśmy teraz byli, ale to były jednostki. Ogólnie, mówiąc o narodzie i porównując go z Kolumbijczykami i Ekwadorczykami, uważamy ich za mniej otwartych i przyjaznych. Co nie oznacza, że są niemili.
      Nie było naszym zamierzeniem odniesienie się do „gringo trail” z pogardą, jeśli odnosłaś takie wrażenie, to bardzo nam przykro. Chodziło nam raczej o tryb zwiedzania, taki od którego staraliśmy się uciec, który pozwala zobaczyć tylko zewnętrzną warstwę kraju/miejsca. Po wyjeździe rodziców, większość z tych miejsc odwiedziliśmy ponownie, we własnym tempie i jesteśmy zachwyceni. Zresztą już wtedy byliśmy, tylko zupełnie nie pasowało nam to tempo podróżowania.
      Generalną myślą, którą chcieliśmy przekazać było to, że po prostu Peru, choć urzekło nas na wielu płaszczyznach to nie zakochaliśmy się w nim bez pamięci. Tak, jak na przykład zakochaliśmy się w Bali, choć wiele osób za Bali nie przepada. To chyba bardzo osobista sprawa, prawda?

  15. WayAway.pl pisze:

    Mega! A ile jeszcze tego piękna i tych wspaniałości przed Wami! My już tęsknimy za różnymi miejscami w Chile czy Boliwii to Wam zazdrościmy:) pozdrowionka!

  16. Magda Kajzer pisze:

    Widoki nieziemskie, relacja wspaniała.
    Aż chce się jechać do Peru :)

  17. Ola i Milosz pisze:

    Hej, swietny blog! My planujemy przejechac Peru, Boliwie i kawalek Chile motorem. Mamy nadzieje ze uda sie go w miare sprawnie kupic. Byc moze spotkamy was na drodze 😉 Pozdrawiamy

    • paczkiwpodrozy pisze:

      Hej, dzięki! A kiedy wyruszacie i skąd? Mamy nadzieję i może nawet uda się trochę razem pojeździć! Czekamy na wieści od Was!

      • Hej jestemy wlasnie w Limie i szukamy motoru. Gdzie Wy kupiliscie swoj? Jak dlugo zajelo wam zalatwianie formalnosci? Widzialam na fb ze do Atakamy sie wybraliscie – tez motorem 😉 ? Ludzie tutaj ostrzegaja nas ze Peru niebezpieczne … mieliscie jakiekolwiek problemy po drodze? Pozdrawiamy goraco!!!

        • paczkiwpodrozy pisze:

          Hej! My motocykl kupowaliśmy w USA, więc nie mamy zielonego pojęcia o tym jak wygląda kupowanie motocykla w Peru. Natomiast o jeżdżeniu w Peru wiemy już sporo i niestety Was nie pocieszymy. Jak do tej pory był to dla nas najbardziej niebezpieczny kraj do jazdy, nie najlepszy do zaczynania swojej przygody z motocyklem, więc mamy nadzieję że macie już jakieś doświadczenie. Głównym zagrożeniem są ludzie, którzy jeżdżą jak wariaci, więc musicie być ostrożni. Nasza rada jest taka: Panamericanę omińcie szerokim łukiem, wyjedźcie z Limy jak najszybciej i skierujcie się w góry, gdzie ruch jest dużo mniejszy, niż na wybrzeżu. Są tam naprawdę wspaniałe drogi, z takimi widokami że szczena Wam opadnie, więc warto. Uważajcie na siebie i powodzenia! P.S. Na Atakamę dojedziemy pewnie dopiero za 2 tygodnie, więc kto wie, może się tam spotkamy! :)

  18. Drogie Paczki, a jak z bezpieczeństwem w Peru? W Limie lądujemy 1-go października i na różnych blogach czytam różne opinie. Teraz jesteśmy w Kolumbii i absolutnie obalamy stereotypy o tym kraju – chodzimy po nocy zarówno po małych miasteczkach jak Salento, czy Minca, jak i po dużych typu Rionegro i Medellin. Nikt nawet na nas krzywo nie spojrzał.
    Jakie jest Wasze doświadczenie w Limie i innych częściach Peru?
    Pozdrawiamy serdecznie

    • paczkiwpodrozy pisze:

      No niestety musimy Was zmartwić: Kolumbia, wbrew obiegowej opinii, jest znacznie bezpieczniejsza niż Peru. Szczególnie w Limie musicie uważać, bo w niektórych dzielnicach jest niebezpiecznie. Myślę że spokojnie możecie spacerować sobie po Miraflores i Baranco, ale niekoniecznie z aparatem na wierzchu, bo i tam zdarzają się napady. A najlepiej to ucieknijcie z Limy jak najszybciej i jedźcie dalej! Wszędzie indziej jest dużo piękniej i dużo bezpieczniej! Powodzenia!

  19. Wiza na motocykl – to dopiero musi byc jazda:) Czy cos takiego trzeba miec w Boliwii, bo prawde mowiac, nie mam pojecia, a temat to zajmujacy?:)

    • paczkiwpodrozy pisze:

      W każdym kraju trzeba otrzymać tak zwane pozwolenie na import motocykla, w niektórych dostaje się nawet osobną pieczątkę do paszportu! W Boliwii jest raczej bezproblemowo. Podczas gdy człowiekowi dają tylko 30 dni pobytu, które potem trzeba przedłużać, motocykl dostaje od razu 90! :)

Dodaj komentarz